Ciemna strona Krakowa

Kraków to moje rodzinne miasto uwielbiam je, ale coraz bardziej mnie przeraża. Traci swój klimat. Tak samo jak kiedyś tak i dziś jest tłumnie odwiedzany przez turystów z zagranicy to właśnie o nich jest ten wpis a raczej chciałbym aby go nie było.

Co takiego się wydarzyło? ....




Ostatniej nocy z środy na czwartek miałem przymusowy przystanek w Krakowie więc aby nie koczować na dworcu na pierwszy autobus do domu postanowiłem się przespacerować i twórczo spędzić noc. Mając w plecaku testowy sprzęt i statyw postanowiłem zrobić kilka fotek. Dzięki temu odkryłem, że jestem niewidzialny. Tak niewidzialny dla wszelkiego rodzaju promotorów, naganiaczy i innych czyhających na biednego turystę. Dobra od początku. W środę około godziny 13:03 wyruszyłem w drogę powrotną do domu. PKP jak zwykle się spisało i pociąg był no właśnie o tym dowiecie się z wpisu tutaj -> Okazje Podróżnika. Po dotarciu do Warszawy Centralnej przesiadłem się na pociąg którym dotarłem do Krakowa o godzinie 23:07. Długo nie myślałem ponieważ głód w kiszkach już pieśni rewolucyjne wygrywał i trzeba było coś zjeść. Poszedłem do jednego słusznego miejsca gdzie można się najeść bez wydawania wielkiej fortuny. Dotarłem po około 20 minutach spaceru na Grzegórzecką pod Halę Targową i skonsumowałem kiełbaskę z kultowego food trucka czyli z Niebieskiej Nyski. Więcej o niej przeczytacie w mojej recenzji i powiem tyle lat trzymać poziom i smak wielki szacun Panowie naprawdę wielki (recenzja Kiełbaski z Niebieskiej Nyski). Najedzony i syty humor mi się poprawił więc poszedłem powoli w kierunku ukochanego miejsca z lat młodości gdzie szalałem na rolkach z kolegami na Rynek Główny. Powiem kamienice odnowione płyta z roku na rok coraz piękniejsza.


Fontanna nad podziemnym muzeum pięknie się prezentuje.


Atmosfera Rynku zawsze była i jest wyjątkowa, ale się zmienia. Niestety ogromna konkurencja lokali gastronomicznych i rozrywkowych wymusiła na właścicielach nowe sposoby promocji. Zakaz umieszczania krzykliwych reklam odsłonił piękno rynku, ale tym samym obrodził w naganiaczy. Nie mam nic przeciwko temu, ale polowanie na klienta i to dosłowne już nieco bardziej mi przeszkadza. Rozumiem każdy chce zarobić na chleb i utrzymanie. Gorsze jest to że naganiacze to jest ta lepsza część tego polowania. Na celowniku młodych dziewcząt najczęściej są turyści zagraniczni. Byłem świadkiem kilku ciekawych rozmów między "koleżankami" gdy szły "poderwane" przez zagranicznych turystów.
- Pójdziemy z nimi do pokoju i co dalej
- Są już tak pijani że nie są wstanie nie bój żaby
- Znaczy idziemy kroimy i znikamy
- Tak
Taką rozmowę niechcący podsłuchałem młode zgrabne, dziewczyny i nieświadomi niczego obcokrajowcy nieznający języka. Po angielsku rozmawiały płynnie i bez problemu zapewniały ich jak dobrze się bawią z nimi i jak jest fajnie, a między sobą po polsku co i jak zrobią. Przykre to jest ponieważ cudzoziemiec najczęściej nie zgłasza bo czuje wstyd, ze tak dał się zrobić. Alkohol pewnie przed skokiem jest podrasowany aby było łatwiej. Przykre jest to co piszę bo mi jest wstyd. Nie było by sprawy gdyby była jedna taka sytuacja, ale takich było więcej. Niestety. Robiąc zdjęcia byłem świadkiem jak panie z parasolkami rozmawiają między sobą jak werbować klientów do dawnych lokali Cocomo. Tak, tak biznes nie zniknął zmienił nazwy i kolory parasolek. Ciekawe czy na zdjęciu poniżej znajdziecie lokal o którym wspomniałem


I jak wiecie już gdzie jest? Panie bardzo chętnie rozmawiały z panami i zachęcały do skorzystania z oferty. Ciekawsze były rozmowy miedzy "naganiaczkami", o stawkach umowach i przyszłości. Ot nie jestem pruderyjny, ale nie lubię nachalności. Lokale są dla wszystkich, rozrywka i alkohol też, ale nie lubię być zwierzyną. Ja to czuje, że ktoś chce mnie zrobić. Dzięki aparatowi walizeczce i bluzie dresowej byłem niewidzialny dla nich. Poszedłem dalej na Floriańska, która tętniła życiem, choć na zdjęciach tego nie widać (długi czas naświetlania)


Byłem świadkiem uniesień miłosnych (nie seksualnych) to lubię jak ludzie okazują sobie uczucia, Widziałem rozstania oraz powitania pozytywne emocje, ale cały czas gdzieś w głowie mi chodziło to co się działo wcześniej. Czy aby na pewno to było szczere? Czy może wyrachowane aby odnieść jakąś korzyść. Nie wiem przestało mnie to interesować. Chciałem tylko dotrwać do autobusu i wrócić do domu. Zrobiłem kilka jeszcze zdjęć i udałem się na Małopolski Dworzec Autobusowy w celu dalszej podróży do domu. 

Moje myśli kołatały się jedna za druga i nie dawały mi spokoju. Życie jest tak kręte jak te światła na Szpitalnej 

Pijane i wesołe towarzystwo dobrze sie bawiło tej nocy, a ja w swojej depresji zastanawiałem się co się podziało z dawnym życiem. Gdzie się podziały skrupuły, dobra zabawa a nie polowanie na frajera. Mimo wszystko było miło i mój Kraków dawał mi poczucie bezpieczeństwa (z tego co czytam mogło to być złudne). 

Było miło pomimo że samotnie z aparatem, to miałem jakieś takie uczucie przyjemności, pomimo ciężkiej depresji jaką przechodzę i nie mogę z niej wyjść 
Pozdrawiam Was drodzy czytelnicy 
Pan Czepiak